"Stać cię na coś bardziej ambitnego", czyli w drodze z Anią Shirley



Chciałabym umieć napisać, jak dokładnie poznałam twórczość L. M. Montgomery....

Mogłoby to brzmieć:

„Pamiętam jak dziś, gdy nauczycielka od języka polskiego zadała nam przeczytanie lektury, jaką była ‘Ania z Zielonego Wzgórza’. Pamiętam pierwszy moment zachwytu nad historią Ani, gdy nie mogłam się oderwać od przygód rudowłosej dziewczynki, w której myślach odnajdowałam siebie samą. Pamiętam…”

Problem w tym, że niestety nie pamiętam. Zmagam się z tym, że z mojego dzieciństwa oraz okresu dorastania pamiętam prawie tyle co nic. Od trudnych doświadczeń uciekałam w świat książek. Czytałam książki jedna za drugą. A gdy czytałam, przenosiłam się z całą moją wyobraźnią i emocjami do świata książkowego.

„Ona sama również szukała zapomnienia, snując marzenia o Błękitnym Zamku”
„Błękitny Zamek", L. M. Montgomery

Moim Błękitnym Zamkiem były wszystkie piękne miejsca, o których czytałam, wyobrażałam sobie i budowałam je w swoich marzeniach, jako własne, a także postaci z książek. Z większości z nich jednak niewiele pamiętam. Pojedyncze obrazy wyryte w wyobraźni, momenty, które jakoś szczególnie pozostawiły mi impuls w sercu. Jednak historia Ani pozostała ze mną. W dorosłości szczególnie do niej tęskniłam. Sama chwilami czułam się taką Anią z Zielonego Wzgórza, identyfikowałam się z jej przemyśleniami, takimi sentymentalnymi, z marzeniami o romantycznej miłości, za którą odczuwałam zapierającą dech w piersiach tęsknotę…

Gdy pierwszy raz obejrzałam z moim Mężem film o Ani Kevina Sullivana, powiedział mi, że mówię jak ona.

Podczas przygotowań do matury, właściwie bez dylematu, wybrałam temat brzmiący w skrócie: „Obraz dziecka w literaturze”. Było dla mnie naturalne, że pierwszym z przykładów, na których będę chciała oprzeć moją prezentację, będzie właśnie „Ania z Zielonego Wzgórza”. Pamiętam to uczucie, gdy byłam prawdziwie dumna z napisanej przez siebie pracy. Jednak, gdy nauczyciel przeczytał ją, powiedział, że wszystkie przywołane przykłady są w porządku, jednak proponuje mi zmienić "Anię z Zielonego Wzgórza" na coś innego, bo „Stać mnie na coś bardziej ambitnego”. Choć zraniło to moje uczucia (jakby to powiedziała Ania Shirley;), pozostałam wierna Ani i opowiedziałam o niej podczas mojego egzaminu maturalnego. Nie pamiętam zupełnie jednak jego przebiegu, a szkoda! Pewnie dziś byłoby parę ciekawych anegdotek do podzielenia się :)

Szukając Wyspy Księcia Edwarda

I tak trwała Ania, gdzieś skryta w moim sercu. Jednocześnie trwała ukryta, uśpiona, ale drzemiąca i budząca się czasami w bardzo nieoczekiwanych momentach, miłość, sentyment i tęsknota za daleką, niedostępną Wyspą Księcia Edwarda, nawet jeśli zupełnie nieznaną.

Parę lat później, pierwszy raz w życiu otrzymałam w podarunku serię o przygodach Ani. Przeczytałam ją prawie jednym tchem. Bardzo odnajdowałam się w sentymentalnym sposobie bycia Ani, w tęsknocie za porywającą historią miłosną, marzyłam o widokach na Wyspie, o napisaniu książki.... O wymarzonym domu Ani… i Gilbert stał się moim ideałem. A nauczycielką wtedy już byłam.Jednak później znów książki odłożyłam, i mimo, że były ze mną wszędzie – więcej do nich nie zajrzałam. Dopiero niedawno nadszedł moment, w którym zrozumiałam DLACZEGO.

Nastąpił w moim życiu pewien przełom, gdy wszystko co do tej pory myślałam, odwróciło się do góry nogami. Nawróciłam się, w moje życie wkroczył Bóg i życie stało się niesamowite! Pojawił się „promyk”.


Wtedy to zaczęły się dziać cuda, a jednym z nich było to, że w moje życie zaczęły wkraczać osoby, które dodawały mi odwagi, by: poznawać siebie, pracować nad swoimi słabościami, wrócić do tego, co zakurzone, ukryte i kochane. Do takich rzeczy, jak czytanie ukochanych książek. Pewnego dnia mój Mąż spytał mnie, czy chciałabym kiedyś pojechać na Wyspę Księcia Edwarda. W pierwszej chwili odpowiedziałam, że tak, choć kiedyś pomyślałabym, że to bardzo śmiałe marzenie, zbyt śmiałe. Nie przyznawałabym się pewnie nawet na głos do takiego pragnienia, aby „nie zapeszyć”. Na szczęście wszelkie „zabobony” usunęły się wraz z łaską wiary. Nie myślałam więc już wcale o zapeszaniu. Zaczęliśmy przeglądać Internet i szukać informacji o „podróżach po Wyspie”. Wtedy znalazłam blog o tytule, który mnie oczarował. Kierunek Avonlea. Zaczęłam poznawać historię Bernadety Milewski, której miłość do Ani i twórczości L. M. Montgomery przyniosła spełnienie marzenia o domu na Wyspie. Poczułam się oczarowana i zachęcona, by odważnie ruszyć do przodu ze spełnianiem marzeń.

Nie chciałam już chować swoich pragnień do szuflady

Poczułam przekonanie, że wszędzie można odnaleźć jakieś piękno, jeśli się tylko chce. I, że ja sama MOGĘ CZUĆ SIĘ WAŻNA.

U Tomasza A Kempis w "O naśladowaniu Chrystusa" przeczytałam kiedyś:

„Szukaj wszędzie okazji do rozwoju. Z zapałem naśladuj dobre przykłady, o których bądź to słyszałeś, bądź to widziałeś je na własne oczy"

I okazji do tego, wraz z powrotem do myśli o Wyspie i do twórczości L. M. Montgomery, zaczęła się pojawiać cała masa!

Jednym z największych, odmieniających moje życie owoców, był niewątpliwie powrót do niespełnianych i nawet niedotykanych pragnień - m. in. o odkrywaniu Wyspy Księcia Edwarda, czy twórczości L. M. Montgomery. "Zawsze słyszałam, zę Wyspa Księcia Edwarda to najpiękniejszy zakątek na ziemi, i lubiłam sobie wyobrażać, że właśnie tutaj jest mój dom…"Ania Shirley, "Ania z Zielonego Wzgórza"Gdy komuś się wydaje, że kochając twórczość i świat przedstawiony w książkach, pozostaje się na poziomie bycia „dziecinnym” (przez tą presję swego czasu odłożyłam książki) – może się mylić i wiele stracić. Zrozumiałam, że jeżeli odnajdujesz swoje powołanie, to dopiero możesz odnaleźć prawdziwie siebie samego. Zaczynasz robić to, co kochasz, odkrywasz jak wiele dróg się wyłania – dróg, których wcześniej nawet się nie dostrzegało. Widzisz, jak Twoje pragnienie pokrywa się z potrzebą ludzi wokół Ciebie.

Czasem człowiek może i chciałby, aby te drogi się wyłoniły, jednak nie jest gotowy, aby nimi ruszyć. Z różnych względów. Podczas terapii spotkałam się z taką metaforą, że na początku jesteśmy jak w klatce, by w kolejnym etapie zauważyć, że drzwi od klatki są już otwarte. Jednak, by nie bać się wyjść i sprawdzić, co się za nimi kryje... To kolejna praca.

Jak czytamy w „Emilce z Księżycowego Nowiu”:

„Człowiek nigdy nie wie, co potrafi, zanim nie spróbuje swych sił”

I to jest zdanie, które podkreśla, co twórczość L. M. Montgomery uczyniła w moim życiu.

Teraz towarzyszy mi ona na co dzień. Staram się wyciągać z niej wiele inspiracji, odnajdując przy niej wytchnienie, zaspokajając swoje czytelnicze potrzeby, pracując ze swoją wyobraźnią. Wiem, że jeszcze wiele piękna do doświadczenia przede mną. To śmiałe stwierdzenie wytworzyło się we mnie właśnie dzięki nawróceniu i temu, że w tym odpowiednim momencie pozwoliłam sobie wrócić do twórczość L. M. Montgomery.

Pierwsza w moim życiu Kolekcja Ani z Zielonego Wzgórza

Już chwilę po tym, gdy wprowadziliśmy się do domku w Holandii i planowaliśmy jak pomalować ściany, mój Mąż wiedział, że zrobi dla mnie „czytelniczy kącik” z Kolekcją Ani z Zielonego Wzgórza. Ciężko mi uwierzyć, że wreszcie w swoim życiu doczekałam się wszystkich pozycji z Kolekcji, że mam je wszystkie na wyciągnięcie ręki. Jakby puzzle trafiły na odpowiednie miejsce.

Czy marzyłam kiedyś, że zmienię nazwisko i będzie można na mnie wołać „Marchewa”? :) („Carrot!”) No nie!

Nie myślałam też, że zachęcę moją Mamę do przeczytania Ani w wieku 51 lat, że założę grupę Biblia z Anią z Zielonego Wzgórza i nie tylko, na której będę dzielić się Bożymi przesłaniami, jakie odnajdujemy w książkach, i że wraz z Mężem obejrzę wszystkie filmy z Megan Follows w roli Ani, a nawet czasem będę mu czytać na głos zabawne i głębokie fragmenty z książek. Nie marzyłam też o tym, że uda nam się połączyć nasze pasje i podróżować śladami historii i zarazem twórczości L.M.M.


Nie miałam chyba wcześniej nawet takich śmiałych marzeń. Dzięki Bogu, mojemu Mężowi oraz otworzeniu serca na twórczość L. M. Montgomery wiem, że warto marzyć odważnie. Zwykle zostajemy zaskoczeni – dostajemy więcej, niż się spodziewaliśmy.

Bo Bóg zawsze daje więcej.

Fragmenty powyższego tekstu, to owoc pewnej akcji. Miłośniczki twórczości L. M. Montgomery zostały zachęcone do refleksji nad pytaniem: "Czym jest dla mnie twórczość L. M. Montgomery?". Bernadeta Milewski, która prowadzi blog Kierunek Avonlea, zaprosiła nas do stworzenia wspólnego e-booka pt. "Polskie Avonlea", na który złożyło się wiele wspaniałych historii. I ja dołączyłam swoją. 

"Nieliczni ludzie zachowują serca czyste i pogodne i umieją się cieszyć jak dzieci drobnymi radościami. Świat nazywa ich poetami i ci właśnie, nawet jako dorośli, nie stają się nigdy praktyczni i przyziemni". 
"Historynka", L. M. Montgomery

Jeśli udało Ci się dotrzeć do końca tego wpisu, napisz do mnie jaka jest Twoja ulubiona powieść L. M. Montgomery?

Komentarze

instagram