„Na swoim miejscu” - rekolekcje dla kobiet w Laskach w towarzystwie bł. Natalii Tułasiewicz i bł. Elżbiety Róży Czackiej



„Na swoim miejscu” - rekolekcje dla kobiet w Laskach w towarzystwie bł. Natalii Tułasiewicz i bł. Elżbiety Róży Czackiej.

Są miejsca, do których przyjeżdża się z walizką, a wyjeżdża z refleksjami, które będą pracować w sercu jeszcze długo po powrocie do domu. Są też takie miejsca, które nie potrzebują wielu słów, aby przemawiać do człowieka. Wystarczy przejść się ich alejkami, wsłuchać w dźwięk szumu drzew, spojrzeć na uśmiechy mieszkańców tegoż miejsca, usiąść na chwilę w kaplicy lub zatrzymać przy relikwiach kobiety, która całym swoim życiem zaufała Bogu.

Takim miejscem są Laski.

To właśnie tutaj, w ostatni weekend maja, odbyły się rekolekcje dla kobiet pod hasłem „Na swoim miejscu”, których patronkami były dwie błogosławione kobiety związane z podobnym okresem historii Polski, a przede wszystkim z tą samą i jedyną Ewangelią – bł. Natalia Tułasiewicz i bł. Elżbieta Róża Czacka. W historie tych dwóch kobiet również w sposób cudowny wpisane są… Laski.


Już od pierwszych chwil można było odczuć, że nie będzie to zwykły weekend. Do Lasek przyjechać miały kobiety z różnych stron Polski i Europy (Austria, Anglia, Holandia). Wśród uczestniczek miały być zarówno osoby od lat zaangażowane w życie Kościoła, trwające w formacji i wspólnotach, jak i takie, które po raz pierwszy zdecydowały się wyjechać na rekolekcje. Niektóre jechały z konkretnymi pytaniami dotyczącymi swojej drogi życiowej, inne potrzebowały wytchnienia w trudnej codzienności, jeszcze inne szukały ciszy i czasu dla Boga, a może niektóre nawet po prostu poczucia wspólnoty i spotkania. Niektóre były zaciekawione postacią bł. Natalii Tułasiewicz lub bł. Matki Elżbiety Czackiej. Niektóre miały tu być pierwszy raz, a niektóre to miejsce znają jak własną kieszeń. Miały być i takie, które po prostu chciały obejrzeć film o bł. Natalii Tułasiewicz.

Laski okazały się idealnym miejscem dla nich wszystkich.

Moim udziałem stało się niezwykłe błogosławieństwo – mogłam przyjechać do Lasek już kilka dni wcześniej. Zanim próg domu rekolekcyjnego przestąpiło wiele kobiet z różnych części Polski i Europy, dane mi było stanąć w ciszy ganku domu rekolekcyjnego, zamknąć oczy i wyobrażać sobie, jak to będzie…

Wejście do Domu Rekolekcyjnego w Laskach

Prawdą jest jednak, że żadne wyobrażenia nie były w stanie oddać tego, co miało wydarzyć się podczas tego weekendu.

Czekałam na ten moment. Byłam tu jesienią i zimą. Po raz pierwszy miałam możliwość być w Laskach wiosną. I to późną wiosną, kiedy przyroda osiąga pełnię swojego piękna. Kwitnące rododendrony przyciągały mój wzrok intensywnymi kolorami już od pierwszych chwil, a choć czas konwalii powoli dobiegał końca, tu i ówdzie można było jeszcze dostrzec pojedyncze białe dzwoneczki skrywające się wśród zielonych liści. To było jak prezent od Pana Boga, który przecież wie doskonale, jak kocham konwalie. Patrząc na nie uśmiecham się zawsze i przypominam sobie chwile na wsi u mojej babci, która wręczała mi pachnący bukiet konwalii. Nawet tu w moich drogich Laskach je znalazłam…


Wysokie sosny sąsiadowały z rozłożystymi drzewami liściastymi, tworząc ten charakterystyczny krajobraz Puszczy Kampinoskiej, który zapisze się w moim sercu i na zdjęciach. To kolejna pora roku, którą mogłam tu nie tylko podziwiać, ale i chłonąć wszystkimi zmysłami. Zapamiętam też śpiew ptaków i zapach lasu, które sprawiały, że już sam spacer do kaplicy stawał się chwilą wytchnienia. Naprawdę. Czułam to za każdym razem. Uśmiechałam się do siebie myśląc: „Już niedługo kolejne kobiety to zobaczą i się zachwycą!”.


I rzeczywiście. Las otaczający dom rekolekcyjny miał sprzyjać wyciszeniu w czasie rekolekcji. Dzień miał wyznaczać rytm modlitwy, Eucharystii, konferencji i wspólnych posiłków. Między kolejnymi punktami programu planowałam przestrzeń na rozmowy, relacje. Nie mogło zabraknąć spaceru, chwili samotności w „miejscu osobnym” i modlitwy przed Najświętszym Sakramentem oraz spowiedzi. W świecie, który nieustannie atakuje nas bodźcami i promuje wręcz szaloną wielozadaniowość, tak zwany „multitasking”, pragnęłam, aby uczestniczki miały okazję odkrywać na nowo wartość zwyczajnego zatrzymania się i ciszy. Sama tego doświadczyłam. Marzyłam, aby się tym podzielić z innymi. Zaprosić kobiety właśnie tutaj. W to miejsce.

Pomysł na rekolekcje dla kobiet z bł. Natalią Tułasiewicz chodził mi po głowie już długo. Konsultowałam to z liderem naszej formacji, który dał mi wiele cennych wskazówek i myślałam nawet, że uda mi się zrealizować zamiar w wakacje zeszłego roku (2025). Dziś wiem, że to nie był ten czas, nie to miejsce. Nie byłam gotowa. I brakowało jeszcze jednego. Osoby Matki Elżbiety Czackiej. W minione wakacje nie miałam jeszcze doświadczenia obecności w Laskach, do których w październiku zaprowadziła mnie bł. Natalia Tułasiewicz. W roku 2025 podjęłam się misji odwiedzenia wszystkich najważniejszych miejsc związanych z bł. Natalią i zapraszania do tego innych. Mogło się to wydarzyć dzięki wsparciu moich Patronów, którzy wspierali mnie we wszystkich zamiarach. Choć pierwszy raz przyjechałam do Lasek ze względu na bł. Natalię, wracałam tu już ze względu na… siebie. Bo pokochałam to miejsce. Zapiski Natalii były drogowskazem w 2025 roku.


To właśnie podczas mojego kolejnego pobytu tutaj na początku roku 2026, w ciszy, bez Internetu, w towarzystwie Pana Jezusa i Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, odkryłam, że pragnę zgromadzić kobiety właśnie tu, w Laskach. I nie tylko w towarzystwie bł. Natalii Tułasiewicz. W chwili, gdy odwiedziłam Zakątek bł. Matki Elżbiety Czackiej, nie wyobrażałam sobie rekolekcji bez niej. Tak bardzo chciałam, aby więcej kobiet ją poznało!



I tak 12 stycznia 2026, w pokoju ks. Tadeusza Fedorowicza w Domu Rekolekcyjnym, przy orkiszowym makowcu i herbatce owocowej siostra Bogumiła zapisała w kalendarzu rekolekcje dla kobiet z datą 29-31 maja 2026. Jeszcze bez tytułu.


Temat rekolekcji, jaki się ukształtował w mojej głowie w ciągu kilku dni (15 stycznia) brzmiał: „Na swoim miejscu”. I choć właśnie takie hasło przyszło mi pod natchnieniem, to sama byłam ciekawa, dokąd nas ono zaprowadzi…

Pamiętam tę chwilę i to, jak cała się trzęsłam na myśl o tym, że to może się naprawdę wydarzyć. Jeju, siostra naprawdę wpisała to w kalendarzu i jeszcze podpisała moim nazwiskiem! Zrobiłam sobie zdjęcie na pamiątkę. Jeszcze wiele razy na nie spoglądałam, by się upewnić, że to naprawdę miało miejsce.


Kochana Siostro Bogumiło. Dziękuję, że Siostra zaufała w organizację tych rekolekcji, że Siostra zaufała mi. Dziękuję za godziny spędzone na telefonie najpierw ze mną, planując, a później by zapisywać uczestniczki, przyjmować rezygnacje i znów zapisywać kolejne planując logistykę. Dziękuję za niekończącą się życzliwość i cierpliwość. Dziękuję, że przyjeżdżając za każdym razem do Lasek czuję się oczekiwana i przyjęta z miłością. Dziękuję za gościnność i uśmiech od pierwszej do ostatniej chwili. Dziękuję, że znalazła Siostra czas, by uczestniczyć w tych rekolekcjach wtedy, kiedy to było możliwe! Obecność Siostry była dla mnie bardzo ważna.

Tak więc siedząc przy stole z siostrami i zajadając się ciastem orkiszowym z makiem, pytałam z drżeniem: „A co, jeśli nikt się nie zapisze?”. Rozważałyśmy różne opcje co do liczebności grupy. Mówiłam (czując, że i tak bujam w obłokach): „Myślę, że maksymalnie 35 osób”, na co s. Fabiana odrzekła: „Nie ograniczaj Pana Boga”. Dziś nie pamiętała, że to powiedziała, ale ja sobie te słowa zapisałam 😊 Dziękuję Ci, Siostro, że przypomniałaś w tym momencie, że to On wie lepiej! Dziękuję za Twoje ciepłe spojrzenia, serdeczne przyjęcie w Domu Rekolekcyjnym, entuzjam i każdą tabletkę na ból głowy oraz modlitwę, gdy emocje sięgały zenitu.

Już za kilka dni, 17 stycznia, miałam ogłosić tę informację podczas pierwszego spotkania online z serii „Kawa z bł. Natalią Tułasiewicz”. W ciągu 3 tygodni od ogłoszenia rekolekcji zapełniły się wszystkie miejsca w domu rekolekcyjnym. Myślałam jednak trzeźwo: „Jeszcze 3 miesiące, wiele osób pewnie się rozmyśli”. Ruszyła lista rezerwowa.


No i jak to w życiu, pojawiają się nieoczekiwane wydarzenia. Ktoś się wypisał, kolejne osoby się zapisywały na listę rezerwową, znów ktoś rezygnował i tak to wyglądało aż do samego dnia rekolekcji. Myślałam sobie czasami: „A co, jeśli wszyscy zrezygnują?”. Zawracam głowę siostrom, a tu nikt nie przyjedzie? Chyba wciąż nie mogłam uwierzyć, że to wszystko naprawdę się wydarzy. Ustawiałam się jednak do pionu myśląc, że tu zupełnie nie chodzi o mnie, a każda kobieta zaproszona po imieniu rzeczywiście się pojawi.

Wracały do mnie słowa bł. Natalii Tułasiewicz: „Będzie tak, jak Bóg chce, i tylko tak”.

Oczywiście, że to wszystko przeżywałam, ponieważ było to pierwsze tego typu wydarzenie, którego organizacji się podjęłam. Jak dobrze, że mogłam to wszystko oddać Panu Bogu! Jak dobrze, że miałam Siostry, które modliły się za te rekolekcje i księdza Andrzeja, który zechciał objąć opieką duchową ten czas. Bez tego przecież byłoby to tylko i wyłącznie moim pomysłem i by się nie udało. Zaangażowanie tych wszystkich wspaniałych Bożych osób sprawiło, że przestało to być tylko moim pomysłem.

Serce zabiło mi szybciej, gdy przyjeżdżając przed rekolekcjami na tablicy informacyjnej na własne oczy zobaczyłam plakat informujący o tym wydarzeniu! Dziękuję Ci za niego, Mężu! Dziękuję za to, że wspierasz mnie w moich działaniach i modlisz się ze mną o to, aby były zgodne z wolą Bożą. Dziękuję za to, że potrafisz mi wskazać, co niekoniecznie jest dobrym pomysłem, bo znasz mnie i moją wrażliwość. I znasz konsekwencje, gdy biorę na siebie za dużo nie tego, co trzeba i nie wtedy, co trzeba😉 Dziękuję, że byłeś ze mną w Laskach i za to, że codziennie modlimy się za wstawiennictwem bł. Natalii Tułasiewicz i bł. Matki Czackiej. I już dziękuję, że wrócisz ze mną do Lasek, bo jeszcze nie wszyscy tam Cię znają.



Wydrukowany plakat, który zawisł w Laskach, to był już jakiś dowód, że to wszystko prawda. Do tego zalaminowany!



Tak bardzo byłam wdzięczna za samotny czas w domu rekolekcyjnym od środy wieczorem. Dobrze było uspokajać serce, zacząć dzień od Mszy Świętej, spokojnie rozmawiać z siostrami i kapłanem, który miał być naszym opiekunem duchowym. Przyniosło to niespodziewane owoce na czas rekolekcji – zupełnie się nie stresowałam, nie czułam żadnego napięcia. Coś niecodziennego! Bóg pokazał mi, że nic tu więcej już nie zależy ode mnie. I dziękuję za to, bo to bardzo uwalniające. Ty działaj, Panie!


Rejestracja miała się otworzyć o godzinie 13:00 w piątek. Gdy zasiadłam w recepcji z wydrukowanymi listami, karteczkami z myślami bł. Natalii Tułasiewicz i bł. Matki Czackiej wypełniającymi ogromne słoje, z identyfikatorami w koszyczku, w „biurze” pojawił się… kot. Wskoczył mi na kolana, zwinął się w kulkę i towarzyszył mi – później już leżąc w kłębuszek na osobnym fotelu, niemal do ostatniej przybyłej uczestniczki. Pilnował porządku 😊 I dodawał otuchy.




Przyjeżdżają, naprawdę przyjeżdżają!

Piękne kobiety z walizkami przekraczały co chwilę próg domu rekolekcyjnego witane z największą życzliwością przez s. Bogumiłę, która wskazywała im pokoje. Toruń, Lublin, Raszyn, Poznań, Gdańsk, Siedlce, Wiedeń, Warszawa… I wiele innych miast wybrzmiało, gdy pytałam: „Skąd przyjechałaś?”. To niesamowite, jak błogosławione niewiasty zgromadziły te wszystkie piękne kobiety z tak różnych zakątków tutaj, w Laskach. W tym miejscu.

Już za chwilę poznają miejsce, gdzie na zawsze został kawałek mojego serca. Już za chwilę poznają ciszę i wytchnienie Lasek. Niektóre z nich wrócą tu z sentymentem. Tak bardzo cieszyła mnie ta myśl.


Zaczęłyśmy tym, co najważniejsze… Adoracja, spowiedź, Msza Święta. I choć w głowie układałam sobie słowa powitania z wszystkimi przybyłymi uczestniczkami, gdy w kaplicy podeszłam do mikrofonu z moich ust po prostu wydobyły się słowa, o których wcześniej nie myślałam: „Kiedy patrzę na was widzę spełnione marzenie”.

Tak, spełnione niejedno marzenie…

Jak różne drogi przywiodły nas do Lasek… Niektóre z kobiet przyjechały z dużych miast, inne z niewielkich miejscowości, z malowniczych i mniej malowniczych wsi. Jedne żyją w małżeństwie i wychowują dzieci, inne nie. Poza walizką, Pismem Świętym i własnym kubkiem, każda przywiozła swoje osobiste doświadczenia, troski, pytania i… nadzieje. Niektóre leciały samolotem, inne jechały samochodem, pociągiem, autobusem, kogoś przywiózł mąż lub tata. Każda inna, z inną historią, a jednak na ten jeden weekend wszystkie spotkałyśmy się w miejscu utworzonym przez bł. Matkę Elżbietę Czacką, aby wspólnie szukać odpowiedzi na pytanie, które prędzej czy później stawia sobie każdy człowiek: dokąd prowadzi mnie Bóg?

Podczas kolejnych konferencji coraz wyraźniej wybrzmiewało, że „swoje miejsce” nie oznacza miejsca geograficznego ani nawet konkretnej roli społecznej. Chodzi o odkrywanie miejsca, powołania, przygotowanego dla każdej i każdego z nas przez Pana Boga.

Wiele uwagi w czasie rekolekcji poświęcono tematowi powołania. Powołanie… Boże marzenie dotyczące człowieka. Każdy z nas został stworzony unikalnie, wyposażony w konkretne talenty, powołanie. Odkrywanie powołania nie polega więc wyłącznie na pytaniu: „Co chcę robić?”, ale również: „Do czego zaprasza mnie Bóg?”.


O tym pięknie mówił nam w czasie rekolekcji nasz opiekun duchowy, związany z Laskami ks. Andrzej Gałka. Jeśli miałabym powiedzieć, że otrzymałam dowód na to, że organizacja tych rekolekcji nie była tylko moim pomysłem, to był nim czuły głos ks. Andrzeja przybliżający sylwetkę bł. Natalii Tułasiewicz, wyczytujący fragmenty jej zapisków z pozaznaczanych w książeczkach miejsc… Wielką radością i wzruszeniem napełnił mnie fakt, że przez organizację tych rekolekcji postać bł. Natalii stała się bliska kapłanowi żyjącemu właśnie w Laskach. Obecność duchownego w czasie jakichkolwiek organizowanych działań jest dla mnie niesamowicie cenna. Ks. Andrzej zaangażował się jednak w naszej rekolekcje bardziej niż sobie nieśmiało wyobrażałam. Moje serce przepełnia wdzięczność na myśl o tym, że poświęcił opiece nas nami tak wiele czasu.

A widok w jego dłoniach zapisków bł. Natalii wraz z pismami Matki Czackiej… Zostanie w mojej pamięci. I na zdjęciu.

Temat powołania szczególnie wybrzmiał także w świadectwie wygłoszonym nam przez Kasię, która przyjechała specjalnie po to, aby się nim z nami podzielić. Przytoczyła nam również poruszający fragment Psalmu 139:

Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I dobrze znasz moją duszę,
nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.
Oczy Twoje widziały me czyny
i wszystkie są spisane w Twej księdze;
dni określone zostały,
chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał.
Ps 139, 13-16

Cieszę się, że Kasia została z nami później aż do końca rekolekcji. Twoje świadectwo Kasiu było cenne dla wielu kobiet. I dla mnie.


W kontekście pytania o to, do czego zaprasza mnie Bóg, niezwykle inspirującą przewodniczką okazała się bł. Natalia Tułasiewicz. Była nauczycielką, polonistką, kobietą o ogromnej wrażliwości intelektualnej i duchowej. Kochała literaturę, sztukę, podróże i ludzi. Jednocześnie potrafiła dostrzegać Boga w zwyczajnej codzienności. Gdy wybuchła wojna, nie zamknęła się w bezpiecznej przestrzeni własnych planów. Podejmowała konkretne działania w miejscach, w których się znalazła. W następstwie kolejnych odważnych decyzji i nieustannej formacji przyjęła bardzo trudną misję. Dobrowolnie wyjechała do Niemiec, aby towarzyszyć polskim robotnicom przymusowym i nieść im nadzieję. Ostatecznie oddała życie w Ravensbrück.

„Pozostawić wszystko i iść z Tobą na Kalwarię”, pisała Natalia tuż po wysiedleniu z poznańskiego mieszkania w listopadzie 1939 r.

Jej historię uczestniczki poznały bliżej dzięki projekcji filmu „Błogosławiona” dzięki uprzejmości producentów – Fundacji Rozwoju Miasta Poznania.


Po projekcji filmu pojawił się między nami gość szczególny – Pani Natalia Tułasiewicz-Wala, krewna bł. Natalii Tułasiewicz. Pani Natalia mówiła o patronce nauczycieli w Polsce tak przejmująco i żywo, że… no coż, popłakałam się. Niby wciąż czytam o Natalii, sięgam do jej zapisków, sama o niej opowiadam każdemu, kto chce słuchać, a okazuje się, że wciąż znajdują się rzeczy całkiem nowe, które dotykają serca i wzruszają. Tym bardziej, gdy opowiada o nich członek rodziny błogosławionej.


Jestem bardzo wdzięczna Pani Natalii, prezes Fundacji im. bł. Natalii Tułasiewicz, że wśród wielu obowiązków i wydarzeń planowanych w związku z szerzeniem kultu błogosławionej, znalazła czas, aby przebyć do nas daleką drogę. Że mimo komplikacji nie poddała się i nie zrezygnowała ze swojej obecności. Wszystkie modliłyśmy się, aby Pani Natalia dotarła do nas bezpiecznie! Tak się stało. Nie ukrywam, że zależało mi, aby Pani Natalia została z nami do końca rekolekcji. I rzeczywiście, z Lasek wyjechałyśmy ostatnie 😊

Patrząc na historię bł. Natalii, trudno nie zauważyć pewnego paradoksu. Natalia przez całe życie była w drodze, zmieniała miejsca, podejmowała nowe zadania, wychodziła poza to, co bezpieczne i przewidywalne. A jednak właśnie ona pomaga zrozumieć, czym naprawdę jest bycie „na swoim miejscu”. Nie oznacza ono pozostawania tam, gdzie jest wygodnie, ale tam, gdzie prowadzi Bóg. Tam inni mają dostrzec w Tobie działanie Boga.

Drugą przewodniczką rekolekcji była bł. Elżbieta Róża Czacka, założycielka Dzieła Lasek. Jej obecność była odczuwalna niemal na każdym kroku. Uczestniczki miały okazję poznać historię miejsca, które stworzyła, odwiedzić Zakątek Matki, pomodlić się przy jej relikwiach oraz lepiej zrozumieć niezwykłą drogę kobiety, która po utracie wzroku nie skupiła się na tym, co straciła, lecz na tym, do czego Bóg ją zapraszał.

Historia Matki Czackiej pokazuje, że choć czasami człowiekowi wydaje się, że traci grunt pod nogami, że utracił swoje miejsce, to właśnie wtedy Bóg zaczyna prowadzić go do miejsca powołania. Każdy przecież nosi w swoim życiu sytuacje, które po ludzku wydają się porażką, stratą albo końcem pewnego etapu. Życie błogosławionej Matki przypomina, że Bóg potrafi budować nawet na tym, co po ludzku wydaje się ruiną.

I tutaj nie mogę nie wspomnieć o kochanej siostrze Lidii, która od pierwszego spotkania zdobyła serca uczestniczek swoim oddaniem Matce Czackiej i pracy z podopiecznymi, pogodą ducha i autentycznością.

[Zdjęcie ankiety]

Dziękuję Siostro Lidio za obecność i tak otwarte serce na grupę kobiet przybyłych do Lasek, aby poznać i zgłębić życie Matki Czackiej. Siostra opowiada o niej z pasją! Tak bardzo dziękuję, że zgodziła się Siostra poprowadzić dla nas konferencję i oprowadzić nas po Zakątku Matki.







Nie umiem nawet powiedzieć, jak szczególnym doświadczeniem była możliwość przeżywania rekolekcji właśnie w Laskach. Trudno oddzielić treści konferencji od miejsca, w którym się odbywały. Spacer po terenie Dzieła Matki Czackiej, modlitwa w kaplicy, chwila zadumy przy grobach osób tworzących Dzieło na przestrzeni lat, mijanie sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, czy poznawanie historii tego miejsca sprawiały, że rekolekcyjne treści stawały się bardziej konkretne i namacalne. Poza tym to właśnie tutaj bł. Natalia Tułasiewicz odbyła swoje ostatnie rekolekcje w Polsce prze wyjazdem do Niemiec.

„Bardzo pokochałam tę kapliczkę w Laskach; cechuje ją przepiękna, powiedziałabym wytworna duchowo prostota. Tam, w tej kaplicy, opowiadałam mojemu Panu, przez wszystkie dni ostatniego mojego pobytu w kraju, jak bardzo Go miłuję. I mówiłam Mu, że gdybym miała powrócić z takim cierpieniem, jakie widziałam w Laskach, jeszcze Go za to uwielbię. Gdybym miała tysiąc oczu, a Pan zechciałby mi je zabierać kolejno, jeszcze oddałabym Mu je z radością”, 17 lutego 1944 r., Hannover (z listu do Haliny)

Tak… w żadnym innym miejscu nie byłoby to wszystko tak wymowne.

To przez ten cytat bł. Natalii przyjechałam tu pierwszy raz. I ja pokochałam tę kapliczkę w Laskach. I tak bardzo chciałam, aby więcej kobiet ją pokochało.

W ciągu tych kilku dni naszych rekolekcji pojawiało pytanie o świadectwo życia. Nie o wielkie czyny czy spektakularne osiągnięcia, ale o codzienność. Czy ja mogę nieść innym Boga? Czy inni ludzie, patrząc na moje decyzje, słowa i relacje, są w stanie dostrzec działanie Boga? Czy sposób, w jaki przeżywamy małżeństwo, macierzyństwo, pracę zawodową, cierpienie czy zwykłe rozmowy i obowiązki, prowadzi innych bliżej Chrystusa?

To pytanie wybrzmiewało szczególnie mocno właśnie dlatego, że patronkami rekolekcji były kobiety, które niosły Chrystusa wszędzie tam, gdzie się pojawiały. Zarówno Natalia Tułasiewicz, jak i Matka Czacka nie budowały dzieł dla własnej chwały. Nie szukały wygód. Nie zatrzymywały na sobie. Obie kierowały wzrok ludzi ku Bogu. Ich życie pokazuje, że świętość rodzi się z wiernego odpowiadania na Boże wezwanie w codzienności. Tam, gdzie jestem. Ale też tam, gdzie zdecyduję się wyjść. W okolicznościach, jakie mam. Na swoim miejscu.

Jednym z najpiękniejszych aspektów tych rekolekcji było doświadczenie wspólnoty kobiet. W świecie, w którym jest pełno podziałów, rywalizacji i samotności, Laski stały się przestrzenią życzliwości, wzajemnego słuchania, obecności i modlitwy. Wiele uczestniczek przyjechało, nie znając nikogo. Wyjeżdżały już bogatsze o nowe znajomości. Ja wyjechałam bogatsza o widok tych pięknych 70 kobiet. Otrzymałam tyle życzliwości, że nie wiem, jak ją pomieścić w sercu.

Przeglądając ankiety, które uczestniczki wypełniały po zakończeniu rekolekcji zauważyłam, że dla wielu kobiet naprawdę ważny był czas w ciszy. To właśnie w ciszy najczęściej możemy usłyszeć Boga. Sama tego doświadczyłam, bo to z doświadczenia ciszy zrodziło się pragnienie zrealizowania tych rekolekcji. W zasypanych pod śniegiem Laskach, spędzając czas w ciszy, bez telefonu, postanowiłam zapytać siostry o organizację tych rekolekcji.

Z ogromnym wzruszeniem spoglądałam z okienka mojego pokoju na kobiety, które w czasie rozesłania „Na miejsce osobne” po konferencji ks. Andrzeja, siadły w różnych miejscach, w zupełnej ciszy, ze Słowem Bożym… Myślę, że dla wielu to właśnie taka chwila może się okazać przełomem.

Rekolekcje „Na swoim miejscu” z nieśmiałego pomysłu kobiety, której dmuchano w skrzydła, zachwyconej Jezusem i podążającej śladami ukochanej patronki, stały się zaproszeniem do tego, by spojrzeć na własną historię w świetle Bożego planu. Historie bł. Natalii Tułasiewicz i bł. Elżbiety Róży Czackiej pokazują, że człowiek nie musi znać wszystkich odpowiedzi ani całej drogi prowadzącej przed siebie. Wystarczy, że każdego dnia będzie starał się odpowiadać na to, do czego zaprasza go Bóg.

Mów, Panie, bo sługa Twój słucha.

1 Sm 3, 9

Z całego serca dziękuję każdej kobiecie, która odpowiedziała na to natchnienie, aby być właśnie tu i teraz, w weekend 29-31 maja w Laskach. Bez Ciebie moja droga nie byłoby tak samo. Może nie ze wszystkimi udało mi się porozmawiać, być może z kimś jedynie wymieniłam uśmiech bądź przytulenie. Chcę, żebyś wiedziała, że Twoja obecność była dla mnie wyjątkowo cenna!

Dziękuję również moim Patronom, którzy pewnego dnia uwierzyli i zaufali moim pomysłom i działaniom, przenoszącym się z Internetu w rzeczywistość. Jeśli tworzenie treści w przestrzeni internetowej ma jakiś sens – to są nim właśnie takie wydarzenia jak weekend w Laskach. Spotkanie na żywo i czas. Nigdy działania w Internecie nie są dla mnie celem samym w sobie. Prawdziwą wartość widzę w tym, że Internet przenosi się do realnego życia, realnej obecności. Bardzo więc dziękuję każdej osobie, która zdecydowała się wesprzeć moje działania i dmuchnąć w moje skrzydła. Z wami możliwe jest znacznie więcej! Stworzenie konta na Patronite było dla mnie prawdziwym wyjściem ze strefy komfortu. Po upływie czasu widzę jednak, że pierwsze podróże śladami bł. Natalii Tułasiewicz, które dzięki temu były możliwe, miały sens. Dziękuję Bogu, że nie tylko dla mnie. Panie, Ty zawsze dajesz więcej. Dziękuję Ci, że mogę być Twoim nadziędziem.

„Chcę nieść Chrystusa, który obrał serce moje za mieszkanie dla Siebie, chcę Go nieść wszystkim ludziom, spotykanym na ulicach, w tramwaju, w urzędach, w sklepach, w restauracjach, kinach, teatrach, wszędzie! (…) Właśnie my, świeccy, w życiu tkwiący, a równocześnie uderzający taranem naszej żarliwości duchowej o niebo, (…) my stoimy dziś w pierwszych szeregach kadr rycerzy Chrystusowych”, bł. Natalia Tułasiewicz.

Na koniec zostawię tu myśl samej Matki Dzieła w Laskach o… tym miejscu:

Podstawą życia w Laskach musi być miłość.

Miłość Boga i bliźniego.

Miłość nadprzyrodzona, której towarzyszy mądrość.

Miłość, która wszystkich z sobą łączy w prawdzie, w życzliwości, sprawiedliwości i dobroci.

Miłość, która widzi istotną wartość człowieka, nie zważając na usterki lub drobne śmieszności.

Miłość, która potrafi karcić, gdy tego zachodzi potrzeba, mając na względzie dobro osoby, którą się karci, i dobro jej otoczenia.

Miłość, która nie waha się usunąć nawet osobę szkodliwą dla innych.

Miłość, która stara się wchodzić w potrzeby wszystkich, starając się o to, by każdemu jak najlepiej było.

Miłość, która przede wszystkim ma na celu dobro dusz wszystkich i dobro każdej duszy z osobna.

Miłość, która z dobrocią zwraca się do wszystkich, unikając wszystkiego, co może komu niepotrzebną sprawić przykrość.

Miłość, która z serdecznością potrafi smutnych pocieszać, dodając im siły i odwagi do życia.

Miłość cierpliwa, cicha, pogodna, pełniąca uczynki miłosierne z zapomnieniem o sobie.

Miłość, która nie toleruje w sobie albo w innych sądów, krytyk, obmów, plotek, bolesnych żartów.

Miłość, która jest taką samą w oczy jak za oczy.

Miłość równa, nieulegająca zmianom i nastrojom.

Miłość wierna i stała, czerpiąca całą siłę swoją z Boga.

Miłość surowa dla siebie, a wyrozumiała dla drugich.

Miłość nie podejrzliwa, a roztropna.

Miłość bez egoizmu i bez zazdrości, mająca na celu nie siebie, ale bliźnich.

Miłość delikatna i wrażliwa na cierpienia bliźnich.

Miłość mająca oczy otwarte na ich potrzeby.

Miłość, która się nigdy nie wynosi, a nikogo nie poniża.

Miłość, która modlitwą i uczynkiem kocha przeciwników i nieprzyjaciół.

Miłość, która widzi w każdym bliźnim samego Pana Jezusa.

Miłość, która szuka przede wszystkim obcowania z Bogiem i z Boga czerpie siłę i umiejętność obcowania z bliźnimi.

Miłość, która się cieszy z powodzenia bliźnich, z ich zalet i cnót.

Miłość, która nikomu niczego nie zazdrości.

Miłość w intencji i miłość objawiająca się na zewnątrz.

Miłość prosta, serdeczna, życzliwa każdemu.

Miłość usłużna i zapobiegliwa.

Miłość domyślna i zaradna.

Miłość i dobroć w spojrzeniu i w wyrazie twarzy, i w całym zachowaniu.

Miłość spokojna i uspokajająca.

Miłość czynna i nigdy niestrudzona.

Miłość odważna i szlachetna.

Miłość poświęcająca się i ofiarna.

Miłość nie czułostkowa, a głęboka i prawdziwa.

Miłość w myślach, słowach i uczynkach.

Miłość wszystkich dla wszystkich w Bogu.

Miłość niestrudzona i nie myśląca o sobie.

Miłość w oddawaniu usług i w przyjmowaniu ich.

Miłość w prośbie i miłość w dziękczynieniu.

Miłość przewidująca, roztropna.

Miłość zawsze i wszędzie.

Laski, 2 czerwca 1928


[Fragment z „Dyrektorium” Matki Elżbiety Róży Czackiej]

u

Wierzę, że w czasie weekendu rekolekcji „Na swoim miejscu” Matka Czacka zasiała w nas to ziarenko.

Przez krzyż…

… do Nieba!




















Komentarze

instagram