Kwartalne spotkanie Córek Króla wokół książki „Zamiast cierni wyrosną cyprysy” w Helmond
![]() |
| z Krysią, zdj. autor. Teodozja |
Niech mnie ktoś uszczypnie!
Czy naprawdę spędziłam taki wspaniały dzień w gronie tak wielu pięknych, życzliwych, serdecznych kobiet?!
Gdyby ktoś w 2018 roku powiedział mi, że wyjedziemy do Holandii, a Bóg pobłogosławi mnie bliskością kobiet, które będą jechać nawet 140 km, by spędzić wspólnie dzień słuchając o tym, że "ku wolności wyswobodził nas Chrystus" (Ga 5,1), nie uwierzyłabym.
Gdyby ktoś na początku 2021 roku powiedział mi, że będę współtworzyć spotkania dla kobiet i czuć się w nich jak ryba w wodzie, nie uwierzyłabym.
Gdyby ktoś na początku 2025 roku powiedział mi, że za 1,5 roku w Helmond będę opowiadać o dwóch książkach, które współtworzyłam i zostały wydane, nie uwierzyłabym.
A dziś... nie chcę nigdy zapomnieć tego dnia, tych serdecznych i wzruszonych twarzy, uśmiechów od ucha do ucha, uścisków, choć krótkich rozmów i tego, że po prostu można czuć się razem tak dobrze.
Powtarzam to od lat: Bóg zawsze daje więcej.
2 kapłanów, 30 kobiet. Jeden Bóg.
Tak wiele kobiet przyjechało z Holandii, Belgii, Niemiec. Z najróżniejszych zakątków. Po prostu żeby spędzić ten dzień razem. Przywieźć ze sobą coś smacznego, dobre słowo i morze miłości.
Pragnę wierzyć z całego serca, że zabrały ze sobą z tego spotkania o wiele więcej. I wcale nie mam na myśli tylko moich książek "Zamiast cierni wyrosną cyprysy" oraz "Myśli na każdy dzień bł. Natalii Tułasiewicz".
Ten dzień zaczął się wspaniale. Miałam przed sobą 65 km, aby odebrać moją przyjaciółkę, Miłkę i razem obrać cel - Helmond. Mój ukochany Mąż zatankował mi auto i przygotował je do podróży, abym czuła się komfortowo.
Przez pierwszą część drogi słuchałam sobie swojej ukochanej muzyki i nastrajałam się pozytywnie. A tak naprawdę - starałam się modlitwą zrelaksować, oddalić cały stres. W domu Miłki już od progu powitał mnie jej mąż częstując smaczną kawą. Nie widziałyśmy się kilka tygodni, a bardzo wiele wydarzyło się przez ten czas. Dlatego bardzo się cieszyłam, że spędzimy razem kolejną godzinę naszej wspólnej podróży. Jak zwykle w towarzystwie Miłki godzina minęła mi niczym minuta i już byłyśmy na miejscu.
![]() |
| Krysia, zdj. autor. Teodozja |
W salce przy kościele św. Józefa, w której miało odbyć się spotkanie już czekały na nas: Krysia, która jest główną organizatorką kwartalnych spotkań Córek Króla, niezwykle pozytywna, uśmiechnięta i ciepła kobietka, którą uwielbiam. Była też kochana Patrycja, która wyszła z propozycją, aby tego dnia służyć wszystkim przybyłym kobietom swoją pomocą w kuchni. Patrycja! Co my byśmy bez Ciebie zrobiły! Twoja energia i życzliwość są zaraźliwe. Na miejscu poznałam również Basię i wszystkie razem ruszyłyśmy do przygotowywania sali.
Tak naprawdę do końca nie miałam pojęcia, jakiej frekwencji się spodziewać. Następnie przyjechała Ania, która zawsze z zainteresowaniem wypytuje mnie o książki i była jedną z pierwszych kobiet, która tutaj na holenderskiej ziemi zapytała mnie, czy uda się zorganizować w naszej parafii spotkanie wokół książki "Zamiast cierni wyrosną cyprysy". Później pojawiła się Ela, która często korzysta z moich polecajek książkowych i zawsze ma dla mnie życzliwe słowo oraz ciepły uśmiech.
W tamtym momencie wszystko szło dobrze i zgodnie z planem.
Jednak przyszedł czas, gdy przypomniało mi się o tym, że przed przybyciem wszystkich kobiet miałam uruchomić rzutnik i przygotować świadectwo Lucyny z YouTube. Częścią planowanego spotkania było odsłuchanie jego fragmentu przez wszystkie uczestniczki. I wtedy zaczęły się schody.
Sprzęty elektroniczne to jeden z aspektów, które podczas tego typu wydarzeń spędzają mi sen z powiek. Szczególnie, gdy przed rozpoczęciem spotkania nie jestem pewna, że wszystko zostało sprawdzone, że wszystko działa, że wszystko jest kompletne. Niestety, tym razem rozgrywał się jeden z moich najczarniejszych scenariuszy. Rzutnik nie chciał się uruchomić. Próbowałyśmy z Miłką na wiele sposobów, byłyśmy na linii z mężem liderki tutejszej wspólnoty, który próbował cierpliwie nas instruować. W pewnym momencie Miłka odebrała mi słuchawkę, gdyż zauważyła, w jakim stanie się znajduję. Czułam, że mnie mdli ze stresu. To był ten moment, którego nie lubię - paraliżował mnie stres i nie byłam w stanie przywitać się ze wszystkimi pojawiającymi się kobietami. Takich straconych momentów najbardziej żałuję. Próby trwały jakieś pół godziny. Wybiła 12:00. Nasze spotkanie miało się rozpocząć. Tymczasem rzutnik wciąż nie działał.
Na ratunek ruszył ksiądz Krzysztof - aby wyratować nas (mnie) z opresji postanowił wspaniałomyślnie, że pojedzie pożyczyć inny rzutnik. Spotkanie się zaczęło, a ponieważ mój żołądek wywracał koziołki ze stresu, zadzwoniłam do Męża. Wdech, wydech. Wdech, wydech.
Trwała właśnie konferencja księdza kanonika doktora Wiesława Banasia, duchownego związanego z diecezją zamojsko-lubaczowską, który przebywał w tym czasie gościnnie w parafii Miłosierdzia Bożego diecezji Den Bosch. Ksiądz wygłaszał konferencję na temat: "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus" (Ga 5, 1).
W mądrych rozważaniach doświadczony kapłana tłumaczył słuchającym go w skupieniu kobietom pojęcie wolności, zarówno tej zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Mówił o tym, że prawdziwa wolność nie polega na robieniu wszystkiego, na co mamy ochotę, ale na umiejętności wybierania dobra, odrzucania grzechu i życia w zgodzie z Bożym zamysłem.
Ksiądz Wiesław przypominał, że Chrystus nie wyzwala nas po to, byśmy pozostali sami sobie, lecz byśmy mogli żyć w pełni, w prawdzie i miłości. Mówił o tym, że wolność nie jest celem samym w sobie. Jest darem, który pozwala nam coraz bardziej przylgnąć do Boga.
Właśnie w tej wolności odkrywamy, że prawdziwe szczęście nie rodzi się z braku ograniczeń, ale z życia w bliskości Tego, który zna nasze serca i pragnie naszego zbawienia.
W międzyczasie ksiądz Krzysztof wrócił z pożyczonym rzutnikiem, a ja odetchnęłam z ulgą. Cały czas miałam w głowie słowa mojego Męża, które powiedział przed chwilą w naszej rozmowie telefonicznej: "Naprawdę musimy zainwestować we własny rzutnik. To nie pierwszy raz, kiedy się stresujesz przed takim wydarzeniem". Tak, wiem, powinnam mieć własny rzutnik na tego rodzaju okazje.
Po konferencji związanej z wolnością w Chrystusie, nadszedł moment na krótką przerwę i chwilę rozmowy przy pysznych wypiekach. Kapłani rozmawiali z obecnymi uczetniczkami, a my z Krysią przygotowywałyśmy się do naszego bloku - rozmowy o powstaniu książki "Zamiast cierni wyrosną cyprysy", czyli historii uzdrowienia i przebaczenia Lucyny Kuśmirek i nie tylko.
Podczas naszej rozmowy, którą prowadziła Krysia, miałam okazję opowiedzieć o tym, co zajmuję mnie w mojej codzienności, o pasji, jaką jest dla mnie bycie żoną, podróżowanie i tworzenie. Kiedy Krysia zapytała mnie o drogę do stworzenia książki o życiu Lucynki, zaprosiłam uczestniczki do wysłuchania fragmentu jej świadectwa dostępnego tutaj.
Dziękuję Bogu, że mimo przeszkód (rzutnik) zdecydowałam się wytrwać przy swoim pierwszym natchnieniu, aby wysłuchać wspólnie fragmentu świadectwa Lucynki. Widziałam, że poruszyło ono kobiece serca. Podobnie kilka miesięcy temu poruszyło moje. Z pewnością każda z nas w jakiejś części tej historii mogła się odnaleźć.
Dalsza część spotkania przebiegła bardzo ciepło i płynnie. Bardzo lubię opowiadać o tym, co mnie samą inspiruje i dzielić się cudownym działaniem Boga w moim życiu.
W pewnym momencie Krysia zapytała mnie o sytuację z mojego życia, na którą nie miałam zgody, którą nie do końca potrafiłam przyjąć, ale ostatecznie okazała się błogosławieństwem. Znajdując się w tym miejscu i patrząc na uśmiechnięte i wzruszone twarze kobiet przede mną, które tak licznie się zgromadziły w Helmond, mimo, że wiele z nich miało do przejechania dziesiątki, a nawet ponad sto kilometrów, było dla mnie jasne, że to właśnie wyjazd do Holandii. Początkowo zupełnie nie chciałam się na niego zgodzić, wręcz broniłam się przed nim, ale ostatecznie zaufałam Słowu. Dzięki Bożej obietnicy odczytanej w Słowie, które wybrzmiało na katechezie naszej wspólnoty w Polsce, uwierzyłam, że Bóg coś dla nas przygotował właśnie w Holandii. To coś właśnie w tamtym momencie się działo. Jednym z błogosławieństw jest organizowanie tego typu spotkań, bycie częścią nich wraz z tymi pięknymi kobietami, które potrzebują ich tak samo, jak i ja.
Nadszedł czas na małe grupki dzielenia. Uważam, że to jeden z najpiękniejszych i najcenniejszych elementów takich spotkań. To chwila, w której każda z kobiet może zostać wysłuchana, usłyszana i zauważona. To chwila, w której każda może słuchać, spojrzeć życzliwie i serdecznie na swoją koleżankę, zmagającą się często z podobnymi sytuacjami. Tak często potrzebujemy po prostu chwili, aby zostać wysłuchane, zauważone, zrozumiane.
Czas nagle przyspiesza i nie wiadomo kiedy przychodzi chwila, by wrócić do dalszego punktu spotkania.
Gdy wróciłyśmy z Krysią do rozmowy, opowiedziałam uczetniczkom o swojej pasji do historii, czytania, podróży. Dzieliłam się tym, jak wielkim bogosławieństwem okazała się dla mnie historia Lucyny, którą miałam zaszczyt najpierw usłyszeć, a potem spisać. Nawiązałam również do swoich osobistych doświadczeń. Najpierw wysłuchiwana i spisywana historia Lucyny pracowała w moim sercu, a później została posłana w świat. Pan Bóg nigdy się nie myli.
Po naszej rozmowie przyszedł czas na spotkanie przy stoliczku z książkami. To była chwila na zamienienie kilku zdań, uściski, podpisanie książek, wspólne zdjęcia, śmiechy, wzruszenie i po prostu czystą serdeczność. Kobiety, które stawały przy mnie pewnie nawet nie zdawały sobie sprawy z tego, jak bardzo dmuchają w moje skrzydła swoją życzliwością. W tamtej chwili już prawie nawet zapomniałam o stresie związanym z rzutnikiem ;)
Bardzo się cieszę, że uczestniczki spotkania decydowały się zabrać ksiażki nie tylko dla siebie, ale też dla swoich bliskich. Ktoś wracał po kolejny egzemplarz, ponieważ przypomniała mu się kolejna koleżanka, którą pragnie obdarować. Gdy brakowało mi już książek, obok znalazły się małe pomocne rączki Jasia, które układały mi kolejne stosiki książek. "Ciociu, już kończą ci się książki!".
Przyszedł również czas na choć kilka rozmów przy stole przy smakołykach przygotowanych przez liczne uczetniczki. Zjawił się także ponownie ksiądz, który zaprosił nas wszystkie do wspólnego zdjęcia. Bardzo się cieszę z takich pamiątek. Chciałabym zapisać ten dzień głęboko w swoim sercu.
Oczywiście zwieńczeniem naszego kwartalnego spotkania miała być Eucharystia. Sprawował ją ks. Krzysztof Obiedziński wraz z ks. Wiesławem Banasiem. Po ostatnich rozmowach udałyśmy się na adorację, gdzie w bliskości naszego Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie i Matki Bożej Fatimskiej oraz św. Józefa i innych świętych w relikwiach prowadziłyśmy kobiece rozważania do moditwy różańcowej. Po Mszy Świętej ostatnie uściski, aby rozjechać się w różne strony do swoich domków uBOGAcone tym dniem i, wierzę, pełne wdzięczności.
Krysiu, jaki to wielki zaszczyt tworzyć takiego rodzaju wydarzenia razem z Tobą. Dziękuję Ci z całego serca za zaufanie i zaproszenie mnie do współtworzenia kolejnego kwartalnego spotkania Córek Króla. Dziękuję Ci za godziny rozmów telefonicznych, umacniania się, ciągnięcia w górę, gdy pojawiały się zniechęcania (pamiętasz, gdy zastanawiałyśmy się, czy w ogóle ktoś przyjedzie?;)), dziękuję Ci za każdy Twój uśmiech i przytulenie, które niemal czułam przez słuchawkę telefonu. Bardzo się cieszę, że gdy kwartalne spotkania Córek Króla wkroczyły w nową fazę rozwoju i wychodzą poza jedną parafię, mogłyśmy w pierwszej kolejności spotkać się właśnie w Helmond. Niech spotkania kwartalne idą dalej w świat i gromadzą coraz więcej wspaniałych kobiet!
Dziękuję każdej kobiecie, która zdecydowała się być tego dnia razem z nami. Czasami to nie są łatwe decyzje - wiem, że przez cały tydzień zmagamy się w pracy, mamy swoje obowiązki, wstajemy wcześnie rano, dbamy o codzienność, wiele z was ma dzieci i większe rodziny, więc gdy przychodzi sobota może najbezpieczniej byłoby po prostu zostać w domku. Mam takie pokusy ;) Ale mimo wszystko, czasami naprawdę warto jest wyjść! Myślę, że spotkania kwartalne Córek Króla są tego najlepszym przykładem.
To dla mnie wielki zaszczyt, że podczas pierwszego kwartalnego spotkania poza stacjonarną parafią, gdy Córki Króla wychodzą ze swoją misją i przesłaniem, na wzór Maryi, która wyszła do Elżbiety, mogłam opowiedzieć o mojej pierwszej książce "Zamiast cierni wyrosną cyprysy", o drodze do jej powstania, o tym, co czyni ona z moim sercem, a także po prostu moją własną drogą i radością ze spotkania.
Gdy już w zupełnych ciemnościach wracałam do domu (z przygodami ;)) miałam przejmujące przekonanie, że każda z kobiet była tego dnia na swoim miejscu. Że każda została zaproszona po imieniu. Że bez którejkolwiek z nich nie byłoby tak samo. Choć nie udało się ze wszystkimi porozmawiać to wracałam z wielką radością w sercu na wspomnienia z tego dnia. Wracałam otwarta na to, co przyjdzie. Zostałam uBOGAcona i czułam się poBŁOGOsławiona.
Mam przekonanie, że tego czasu w gronie kobiet nigdy nie jest wystarczająco dużo, dlatego z wielką nadzieją czekam już na kolejne kwartalne spotkanie Córek Króla.
Z miłością,
Magdalena
Dziękuję, że udało Ci się dotrzeć do końca! Poniżej zostawiam pomocne linki:
Manufaktura Córki Króla Facebook: Kliknij tutaj
Dziewczynko, mówię ci, wstań Facebook: Kliknij tutaj
Dziewczynko, mówię ci, wstań Instagram: Kliknij tutaj
Tu kupisz książkę Zamiast cierni wyrosną cyprysy: Kliknij tutaj
Tu kupisz książkę Myśli na każdy dzień bł. Natalii Tułasiewicz: Kliknij tutaj
Tu wysłuchasz świadectwa Lucyny Kuśmirek: Kliknij tutaj
Strona Lucyny Kuśmirek: Kliknij tutaj
Chcesz zaprosić mnie na spotkanie lub wspólnie zorganizować wydarzenie?
Skontaktuj się ze mną: dziewczynkomowieciwstan@gmail.com
Dołącz do grona moich Patronów i zostań współtwórcą kolejnych działań i wydarzeń, na które mam wiele pomysłów i inspiracji (a może nawet z Twoją pomocą uda mi się kupić rzutnik i następnym razem obejdzie się bez stresu i ścisku żołądka? ;))
Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.
2 Kor 9, 7
Zostań Patronem Dziewczynko, mówię ci, wstań: Kliknij tutaj














































.jpg)





Komentarze
Prześlij komentarz