Przestaliśmy się nawzajem potrzebować? "Znajdź sprzymierzeńców" Jennie Allen



Przestaliśmy się nawzajem potrzebować?

Opowiem Ci dziś o książce, która zmieniła moje myślenie. Sądzę, że właśnie taki jest cel Jennie Allen, która przez zachęcający tytuł przekonuje, aby przeczytać tę publikację i zmienić myślenie o relacjach.

Ale od początku.

Ok, tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że tytuł tej książki nie dla każdego będzie zachęcający. Czy udało Ci się dostrzec, jak dzisiejszy świat w ukryty i przebiegły sposób przekonuje do odcinania się od innych i bycia niezależnym od wszystkiego i wszystkich? Jeśli mu się udaje, to tytuł ten może raczej odepchnąć. Co to za rada? „Znajdź sprzymierzeńców”? Przecież „Ja nie potrzebuję nikogo”, „Nie chcę otaczać się ludźmi”, „Bliskie relacje tylko ranią”, „Sam/a sobie ze wszystkim poradzę”. Kogo z nas to nie dotyczy? Lektura książki Jennie Allenn pomaga zauważyć, jak bardzo zgubne to myślenie. To kłamstwa, które ktoś umiejętnie wtłacza do naszych serc, a my zaczynamy w nie wierzyć i żyć według nich.

I ja zaczęłam w nie wierzyć, a nawet wypowiadać je na głos nadając im jeszcze większą moc. Tak naprawdę nigdy nie musiałam być naprawdę samotna. Zawsze był obok ktoś, z kim mogłam zamienić słowo. Zawsze mam do kogo zadzwonić, zawsze jest ktoś, kto zapyta „Co u Ciebie?”. Ale czy ja próbuję? Czy to robię?

Nie. A pokazał mi to szczególnie okres, gdy mając problemy z kręgosłupem tak naprawdę nie zadzwoniłam do nikogo, żeby o tym porozmawiać i podzielić się tym. Po prostu to z siebie wyrzucić, nie być z tym sama. Czasami podczas jakichś spotkań wspominałam o tym, ale szybko ucinałam ten temat. Choć czułam się coraz gorzej (nie tylko fizycznie). Byłam na zwolnieniu, w domu, a czasem przez kilka dni nie umiałam wyjść na spacer, nie rozmawiałam zbyt wiele przez telefon z innymi, zamknęłam się w sobie. A ludzi wokół mnie było sporo. Kościół, Polska Szkoła. Czy wchodziłam w te relacje, czy starałam się zaprzyjaźniać, czy dawałam siebie poznawać, aby nie tylko nie żyć w samotności, ale też po prostu nie czuć się samotną? Nie. Nie dawałam się poznać, nie mówiłam o tym, co tak naprawdę trudnego się u mnie dzieje.

A piszę o tym w tej chwili dlatego, że Jennie Allen rzeczywiście w świetny sposób pokazuje, skąd tak naprawdę wynikają nasze problemy z nawiązywaniem relacji, które w dużej mierze przekładają się na nasze odbieranie rzeczywistości i samopoczucie, a także, nie ma co ukrywać, pewność siebie i poczucie własnej wartości.


Mam nadzieję, że nie zaczynam zbyt zawiło. Jeśli tak, to wybacz i proszę - pozostań ze mną jeszcze chwilę, bo naprawdę warto. Nie mam na myśli, że tak bardzo warto poświęcać uwagę mi 😉 ale z pewnością warto poświęcić uwagę tej książce. Przyznam Ci się, że gdy ostatnio jedna z koleżanek napisała do mnie: „Chcę zacząć od nowa, jaką książkę radzisz mi, bym przeczytała?” od razu przyszło mi do głowy, by polecić „Uwolnij głowę” i „Znajdź sprzymierzeńców” Jennie Allen. Moim skromnym zdaniem to może być naprawdę dobry początek. A na marginesie - naprawdę często zdarza mi się mieć dobre natchnienia co do polecanych książek 😊 Często zdarza się, że otrzymuję później wiadomości o treści: „Rzeczywiście ta książka była dla mnie przeznaczona na ten czas!”

Dlaczego na początek poleciłabym właśnie pakiet książek Jennie Allen? Poza tym, że książki są naprawdę świetne i są jednymi z ulubionych w mojej biblioteczce, podkreśliłam w nich z milion myśli, to… po prostu wszystko zaczyna się od relacji. Jeśli nie wierzysz w te słowa mi, to uwierz Słowu Bożemu. Pięknie przybliża to w swojej książce „Znajdź sprzymierzeńców” Jennie Allen:

„Bóg istniał w relacji z samym sobą, zanim pojawił się ktokolwiek z nas. Nazywa się to Trójca. Bóg jest jeden i Bóg jest w trzech osobach. […] Kluczowa jest tutaj następująca rzecz: przez całą wieczność Bóg istnieje w relacji – jako Ojciec, Duch Święty i Syn. Pismo Święte mówi, że Syn istnieje, by wywyższać Ojca, i że Ojciec istnieje, by wywyższać Syna. Mówi, że Duch Święty istnieje, by wywyższać ich obu. […] Bóg od zawsze jest w relacji. To znaczy, że stworzył nas z relacji i do relacji – i to nie relacji, która jest powierzchowna czy skupiona na sobie. Nie. Relacja, którą On dla nas zaplanował jest związkiem ofiarnym, intymny, trwającym chwila po chwili”.


„Zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, który jest relacją. To znaczy, że nasze pragnienie zdrowej, wspierającej, niezależnej relacji i podlegania sobie nawzajem nie jest tylko pragnieniem czegoś, co jest dla nas dobre, jak warzywa czy witaminy; pragniemy zaspokoić fundamentalną potrzebę naszego istnienia”

Tak wiele jest dziś osób, które czują, że są samotne, że nie mają przyjaciół. I ja byłam jedną z nich mając cudownych ludzi wokół siebie. Popełniałam jednak wiele błędów, a największym z nich było nie wchodzenie w głębię relacji; myślenie, że w przyjaźni chodzi o mnie; uzależnianie swojego poczucia własnej wartości od nastrojów i zauważenia przez inną osobę; a co najgorsze… czynienie sobie bożków. Tak robiłam to. Nie jeden raz! Mimo doświadczenia, dwa razy poddałam się temu i, cóż… każdy z tych upadków był bolesny!

O tym wszystkim pisze w książce Jennie Allen. Wiesz, co wzbudziło we mnie największy szacunek do tej kobiety? Dlaczego poczułam, że rzeczywiście jest wiarygodna? Bo otwarcie pisze o tym, że nawet podczas pracy nad tą książką, nad książką o relacjach, upadała i popełniała błędy… w relacjach. A za chwilę konfrontowała to z wyciągniętymi wnioskami i opowiadała o sytuacjach, gdy wprowadzała nowe nawyki, nowe mechanizmy.

„Oczywiście nie piszę tej książki z pozycji eksperta. Piszę, ponieważ ten rodzaj prawdziwej bliskości jest kluczowy w naszym życiu, tylko my uczyniliśmy go czymś dodatkowym”

Jednymi z głównych myśli przewodnich tej książki są według mnie:

Nikt z nas nie jest idealny.

Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, ale po grzechu pierworodnym mamy dążyć do tego, aby wrócić do zamiaru Bożego wobec nas (relacji, wspólnoty).

To, że nie jesteśmy idealni bynajmniej nie stanowi żadnej wymówki. Słowa "Taki już jestem i się nie zmienię", są zaprzeczeniem słów z Pisma Świętego: "Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty." (Kpł 19, 1). Myślę sobie, że ciężko nam czerpać od idealnych ludzi, którzy nigdy nie podzielą się tym, że mają też z czymś problem. To jedna z pułapek, którą wymienia Jennie Allen, gdy pisze o barierach broniących nas przed nawiązaniem głębszych relacji. Odsłonięcie swoich słabości. Stanięcie w prawdzie wobec tego co przeżywam. Bycie prawdziwym. Bronimy się przed tym, a więc później cierpimy, bo nie mamy bliskich przyjaźni.

„Oto co my robimy: spędzamy całe godziny w naszych zatłoczonych, hałaśliwych światach wyświetlanych na ekranach, inwestujemy tylko odrobinę czasu w znajomości, a potem oczekujemy, że bliscy przyjaciele nagle pojawią się w naszym zajętym życiu”


„Nie mówimy całej prawdy o naszym bólu, bo wydaje nam się, że wszyscy dookoła świetnie sobie radzą. Nie cierpią. W zasadzie prowadzą szczęśliwe, doskonałe życie. Stwierdzamy, że w takim razie problem tkwi w nas. Ukrywamy się fizycznie, bo jeśli nas nie widać, nie można nas poznać. A jeśli nie można nas poznać, nie można nas też odrzucić – lub, co gorsza, wykorzystać naszej bezbronności, by zranić jeszcze mocniej”.

Czy książka „Znajdź sprzymierzeńców” coś zmieniła?

To naprawdę bardzo ciekawe, co zaczęło się dziać, odkąd do mnie trafiła. Ciekawe - znając jej treść i jakich aspektów dotyka. Otóż w dniu, w którym książka do mnie trafiła, odwiedzili nas znajomi z kościoła, z którymi udało nam się spotkać już kolejny raz z rzędu w ciągu ostatniego miesiąca. Po pierwszym „przypadkowym” spotkaniu wszyscy zauważyliśmy: „Musimy się spotykać częściej!”. Jakoś dotąd „nie było czasu”, „nie było okazji”. To nie prawda! Jak pisała Jennie Allen, często szukamy wymówek i zamykamy się w swoich murach. Znamy to.

Tego samego dnia po Mszy Świętej przyjechała do nas koleżanka, którą poprosiliśmy o przysługę. Chcieliśmy, aby zajrzała do kotka, którym wtedy się opiekowaliśmy. Miało to być podczas naszej krótkiej nieobecności. Okazało się, że mamy kogoś, komu możemy dać klucze do domu i poprosić go o „podlanie kwiatków”, bądź inne sprawy podczas kilkudniowej nieobecności. A! Zapomniałabym! Uśmiechnęłam się do siebie, bo już później, przed snem, czytałam ten fragment:

„Gdzieś podczas przejścia od wspólnego polowania, zbierania się i gotowania do otrzymywania zakupów pod drzwi mieszkania czy bagażnika samochodu przestaliśmy się nawzajem potrzebować. Nie potrzebujemy już innych, żeby przetrwać. Nie musimy już nawet pożyczać od siebie jajek”.

A przecież koleżanka wychodząc powiedziała do mnie: „Madzia, może pożyczyłabyś mi ze dwa jajka na dziś”, wszak był to już dość późny niedzielny wieczór. Uśmiechnęłam się później na tę myśl i zrobiło mi się miło na sercu! Panie Boże, jak ja się ucieszyłam, że ona chciała ode mnie te jajka i że mielismy je wtedy w lodówce! Czyli jeszcze nie jest tak źle, wciąż siebie nawzajem potrzebujemy! Jest szansa na przyjaźnie i bliskie relacje w naszym życiu! :)


Kolejną rzeczą, na którą zwróciłam uwagę po przeczytaniu niektórych fragmentów książki, było to, że naprawdę mam blisko siebie osoby, które wiedzą, gdzie ja jestem, a ja wiem, gdzie są one. Autorka wspominała o tym we własnej historii zawartej w książce.

„Każdy człowiek chce być: widziany, ukojony, bezpieczny”

Wiedziałam, że moja koleżanka właśnie jest w drodze powrotnej do domu za granicą, a ona wiedziała, że za chwilę ja wyjeżdżam. Nagle zauważyłam i doceniłam to, że gdy wsiadaliśmy do samolotu dostałam od kilku bliskich osób wiadomość „Bezpiecznego lotu” bez wcześniejszego kontaktu tego dnia. Z zupełnie nowymi uczuciami, w wolności, napisałam później radosną wiadomość „Bezpiecznie wylądowaliśmy 😊”. Spojrzałam na to z zupełnie nowej perspektywy – realnej, żywej obecności. Miałam komu o tym napisać! No i... wcześniej też miałam, ale zamknęłam się w zgubnym myśleniu: "Po co ktoś ma to o mnie wiedzieć?". Oczywiście mam tu na myśli rzeczywiście bliskie, bezpieczne relacje!

Zupełnie spontanicznie przeprowadziłam też mały eksperyment!

Gdy pewnego wieczoru czytałam książkę, zrobiłam jej zdjęcie i wysłałam do kilku bliskich mi osób. Pierwszą myślą było podzielenie się wartościową lekturą. Ale po upływie kilkunastu sekund, może minuty, dołączyłam pytanie: „Droga/i [imię], jesteś moim sprzymierzeńcem? :)”. Przyznam, że dostałam kilka ciekawych odpowiedzi. Nawiązały się z tego bardzo spontaniczne dyskusje, padły nawet słowa o przymierzu i miłości braterskiej (no, siostrzanej😉). Co interesujące – nikt nie był zdziwiony moją wiadomością i pytaniem! Każdy odpowiedział! WOW!

Jedna z rozmów z koleżanką doprowadziła do tego, że umówiłyśmy się na kawę już kolejnego dnia. Już tak dawno nie byłyśmy razem, we dwie, na kawie! Co prawda spotykamy się czasem w kapliczce św. Rity, lub w moim, czy jej mieszkanku, ale ma małego synka, a ja mam męża – dawno więc nie spędziłyśmy czasu tak całkiem we dwie, do tego zupełnie na spokojnie. Moja spontaniczna wiadomość sprawiła, że otworzyła się i przyznała, że jest coś, czym chciałaby się ze mną podzielić. Zależało jej, żeby powiedzieć mi o pewnej rzeczy w moim zachowaniu, która jakiś czas temu trochę ją zraniła. Wiedziała, że w związku z różnymi przełomami w moim życiu wybieram się na spowiedź generalną, że zaczęłam spotkania z panią psycholog. Zależało jej, żeby przekazać mi jakąś niełatwą rzecz, którą w sobie nosi, a która mogłaby mi służyć w nadaniu kierunku i przepracowaniu jej właśnie tu i teraz. Byłam bardzo wdzięczna i nawet wzruszona, że wybierze się pociągiem specjalnie po to, żeby spędzić ze mną ten czas i porozmawiać, bo zależy jej na moim rozwoju i spokojnym sercu. Bo chce dla mnie dobrze. Koniec końców spędziłyśmy ze sobą kilka godzin na kawie. Były łzy w oczach, były uśmiechy, radość i różne inne emocje. Tego dnia miałam za sobą pewną przełomową decyzję. Choć wcześniej rozeznałam ją z kapłanami i liderką mojej wspólnoty formacyjnej, to od tej koleżanki także otrzymałam błogosławieństwo, co dodatkowo dało mi pokój serca.

Oczywiście słowo "eksperyment" używam tutaj tylko na potrzeby tego tesktu. Nikt z bliskich mi osób nie jest dla mnie częścią żadnego eksperymentu. Najzupełniej szczerze i z miłością wysłałam ta wiadomość ze zdjęciem książki i tym pytaniem, a później zupełnie z miłością przyjęłam owoce tego - rozmowy, które się wywiązały. Tak więc oczywiście słowo "eksperyment" używam jedynie na potrzeby opowiedzenia o tej historii po czasie, jakby bez uzewnętrzniania się z moimi wzniosłymi uczuciami z tamtej chwili :)

Z tego, co dotąd tu napisałam być może wywnioskujesz, że dzięki książce „Znajdź sprzymierzeńców” zaszły pewne zmiany w moim sposobie postrzegania relacji i ludzi wokół mnie. Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką wynoszę z tej lektury jest to, że od nas samych zależy, jak nasze relacje będą wyglądały oraz to, czy będziemy czuć się samotnie, czy wręcz odwrotnie. Być może brzmi to jak hasła, które słyszałeś w swoim życiu już nie raz, ale uwierz mi - Jennie Allen daje konkretne pomysły na podejmowanie działań, aby wyjść ze swoich dotychczasowych mechanizmów, a także przykłady z własnego doświadczenia. Najważniejszym argumentem dla mnie jest fakt, że Bóg stworzył nas i myślał o tym, że „Nie jest dobrze, aby człowiek był sam” (por. Rdz 2, 18).

Lektura tej książki dała mi do myślenia. Pozwoliła zauważyć błędy w relacjach, jakie popełniałam (pewnie jeszcze nie raz popełnię!). Dała konkretne pomysły, jak „wyjść” i bardziej cieszyć się z bliskości ludzi, których Bóg postawił na mojej drodze. Przede mną ciężka praca i dużo zmian w moim własnym zachowaniu, nastawieniu, ale myślę, że w dużej mierze o pracę nad sobą tutaj chodzi. A także o uznanie planu Bożego na swoje życie oraz by zdawać sobie sprawę, dlaczego świat dąży w takim kierunku, abyśmy nie potrzebowali siebie nawzajem.

„Zastanów się: jeśli Bóg jest miłości i stworzył nas do relacji, kto w takim razie jej nienawidzi? Jeżeli głęboka, pełna miłości więź jest Bożym celem, to wróg niczego nie będzie nienawidził jak tego, byśmy ty i ja doświadczali takiej głębokiej, pełnej miłości, intymnej więzi. Dlatego właśnie to nie jest poprawiająca nastrój książka o tym, jak zdobyć przyjaciół. To jest opis wojny, opis dwóch przeciwnych stron i przypomnienie, że na szali jest w s z y s t k o. Nic dziwnego, że mamy poczucie, jakby każdy aspekt naszego życia stawał nam na drodze do relacji z innymi ludźmi. TAK JEST”


Zdarzyło Ci się kiedyś patrzeć na to w taki sposób? Dlaczego kiedyś, od początku świata, ludzie żyli w grupach, żyli ze sobą, potrzebowali siebie nawzajem, byli wolni i szczęśliwi i żyli w bliskiej relacji z Bogiem? Dlaczego po prostu interesowali się sobą, a teraz jest zupełnie inaczej? Dlaczego dziś bardziej niż na „my” skupiamy się na „ja”?

„Francja widziała, jak indywidualizm przebija się poprzez ogromny ruch anarchistyczny nazywany rewolucją francuską. […] Od osadników, którzy rozprzestrzeniali się po tym wielkim kraju i budowali życie dla swoich rodzin, po rewolucję przemysłową pod koniec XVIII wieku do sprzedania ziem i rozpoczęcia pracy w wielkomiejskich fabrykach, tkwimy na równi pochyłej, która oddala nas coraz bardziej od wspólnoty".

Są dwie strony medalu rozwoju, który nastąpił na świecie:

„Samotność zaczęła się ujawniać w czasie rewolucji przemysłowej. Gdy fabryki zaczęły wszystko automatyzować, ludzkie życie stało się łatwiejsze i bardziej niezależne. Jednak efektywność miała ogromną cenę: przestaliśmy się nawzajem potrzebować”

Jednym z cytatów przewodnich tej książki są dla mnie słowa Jennie Allen:

Tak stworzył nas Bóg. Nie ma nic złego w oczekiwaniach i potrzebach. Każdy z nas je ma. We wszystkie dzieła warto wciągać drugiego człowieka. Współpracować. Dzielić się zadaniami. Ugotować coś wspólnie. Poprosić o pomoc, nawet gdy poradzisz sobie sam. Czy chcesz, aby inni ludzie wokół Ciebie poczuli się potrzebni? Czy chcesz, aby Twoja prośba o pomoc spowodowała, że innym razem to ta osoba poczuje się śmielej, aby poprosić o Twoją pomoc? Czy nie warto, aby wspólnie spędzany czas był okazją do uwielbienia Boga w drugim człowieku?

Jednocześnie już u początku stworzenia świata pojawił się wróg, który chciał oddzielić człowieka od Bożego planu, chciał skłócić ludzi ze sobą. Czy też czujesz, że nie chcesz już dłużej mu na to pozwalać?

Myśli po tej książce jest naprawdę wiele. Tym mocniejsza moja radość z opublikowanego z okazji Dnia Kobiet e-booka "Kobietę dzielną kto znajdzie?", o którym pisałam w moich mediach społecznościowych. Jennie Allen pisze: "We wszystko wciągaj ludziCieszę się ogromnie, że nie stworzyłam tego sama, ale zaprosiłam wiele kobiet, bo ich udział znacznie ubogacił tą pracę. A zaproszenie takiej ilości kobiet było dla mnie z pewnością wyjściem ze strefy własnego komfortu :)

"Wszędzie widzę kobiety, które zachęcają się nawzajem, popycjaą naprzód, wyrzekają się swojego życia, żeby świat stawał się lepszy. Serce mi rośnie, gdy myślę na ile sposobów możemy kształtować otoczenie poprzez wiarę w Boga, swój optymizm, pozbawione egoizmu marzenia, radość, gdy tworzymy"

Jennie Allen, do prawdy jestem fanką Twojej kolejnej już książki. Czekam na kolejną.

Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych! Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi!
Rz 12, 15-18


"Każda pomoc, jaką wysyłam w świat, jest efektem wsparcia co najmniej garstki innych osób i nie wstydzę się tego"
Jennie Allen, "Znajdź sprzymierzeńców"


Pomocne linki:
Książkę "Uwolnij głowę" kupisz tu
Książkę "Znajdź sprzymierzeńców" kupisz tu

Komentarze

instagram